Nasza gmina posiada skarby kulturowe w postaci zespołów ludowych. „W Kuźni u Kowala” ma w dodatku także swoją własną perełkę – skrzypka prawdziwie ludowego i autentycznego. Skrzypce to najważniejszy instrument polskiego folkloru. Instrument ten posiada swoją duszę a pan Józef posiada przy tym niezwykłą duszę artystyczną.

Pan Józef jest tarnowianinem z krwi i kości. W tym mieście spędził większość swojego życia. Urodził się w 1943 roku w Klikowej. Mieszka obecnie na ulicy J. Lelewela, czyli w samym sercu miasta. To prawdziwy mieszczanin, choć wieś zna bardzo dobrze i trudno w nim rozpoznać mieszczańskie pochodzenie. Wie czym jest folklor zarówno miejski, w którym żył, grał i którego współtworzył, jak i folklor wiejski, szczególnie teraz, gdy poświęca swój czas, zdolności i umiejętności w zespole ludowemym z Kowalowej.
Wzrastał w licznej rodzinie (11 osób rodzeństwa) i w atmosferze bardzo muzycznej. Prawie wszyscy muzykowali. Jedna siostra grała na akordeonie oraz siedmiu braci. Dla utrzymania rodziny, wykorzystali swoje zdolności i stworzyli rodzinny zespół, który przynosił oprócz satysfakcji także zyski materialne. Młody Józek również podarował swój czas na rozwijanie swojego talentu. Grał i zarobkował już od siódmego roku życia. W tym pierwszym etapie muzykowania posługiwał się „przetakiem” (rodzaj bębna). Powoli zdobywał doświadczenie artystyczne wraz ze starszymi braćmi. Jeździli oni po całej Polsce, zwłaszcza po ośrodkach uzdrowiskowych południowej części kraju. Byli w Rabce, Krynicy i wielu innych miejscowościach. Uczestniczyli w festiwalach i w różnego typu innych imprezach. Starsi bracia Józefa podążyli później własnymi ścieżkami życiowymi i artystycznymi – kształcili się muzycznie w znanych w owych czasach szkołach: w mazowieckim Skolimowie a także w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu. (Szkoła skolimowska kształciła młodych, szczególnie uzdolnionych muzycznie. Posiadała słynnych nauczycieli i uczniów. W Skolimowie działał zespół pieśni i tańca. Jego członkiem był m.in. Stanisław Jopek, późniejszy solista zespołu „Mazowsze”, ojciec Anny M. Jopek). W tym czasie Józef, jako młody chłopiec, pozostał w Tarnowie i uczył się grać na skrzypcach, najważniejszym instrumencie tych czasów. Wkrótce, założył nowy, rodzinny zespół z młodszym rodzeństwem. Zamienił rolę ucznia u swoich starszych braci na lidera i „ojca” młodszych braci i siostry. Przez parę lat w ten sposób razem muzykowali, zarabiając na życie.

Po kilku latach nastąpiła chwila przerwy w występach i koncertach. W tym czasie Józef zdobył umiejętności zawodu piekarza. Na stanowisku ucznia pracował w piekarni w Krynicy i w Tarnowie. Później, przez szereg lat, był operatorem maszyn ciężkich, melioracyjnych najpierw w Warszawie a potem w Tarnowie. Tutaj, już jako dorosły człowiek, kontynuował swoje młodzieńcze zajęcie – znów podjął grę, tym razem w zespole „Retro”. Grupa ta wykonywała tradycyjne i starsze przeboje, których nauczył się jeszcze jako dziecko od starszych braci. Z czasem ich repertuar ewoluował w kierunku muzyki ludowej folkloru miejskiego, zmienił nazwę na „Franty” i stał się kapelą podwórkową. Były to lata osiemdziesiąte. Przez kilknaście lat grali m.in. regularne koncerty w kawiarniach: „Zamkowej” i „Basztowej”. Zespół towarzyszył także ceremoniom ślubnym przez 12 lat w „Pałacu Ślubów” USC w Tarnowie. W tym okresie patronat nad kapelą miał klub „Gwiazda” i pomocą służył jego dyrektor Alfred Maciuba.
Następny etap w życiu p. Józefa nie był łatwiejszy od poprzednich. Stracił posadę w „melioracjach” po 20 latach pracy. Musiał pokonywać trudne doświadczenia losu. Podejmuje drobne, dorywcze prace, aby utrzymać swoją własną rodzinę: żonę i dzieci. Dalej zajmował się muzykowaniem. Przez długi okres, bo przez 15 lat kolędował wspólnie z Józefem Potokiem. Duet ten podtrzymywał tradycję kolędowania jeszcze w latach 90. Grał następnie przez 5 lat ze znanym w regionie zespołem ludowym z Mościc – „Kumotry”. Zespół ten m.in. z występał w telewizji, z kolędowania na ulicach Tarnowa w okresie świątecznym. Pan Józef muzykował w tym czasie także z różnymi, innymi ludźmi i przy wielu okazjach. Poznał m.in. Mieczysława Wenca, ojca Anny Wenc – Zabawy, ówczesnej skrzypaczki zespołu „W Kuźni u Kowala”. Jako, że zespół ten poszukiwał właśnie skrzypka, tą drogą pan Józef trafił do ludowej kapeli z Kowalowej i gra w niej od 2003 r.

Józef Gubernat wraz z żoną Barbarą doczekali się dwóch synów i córki, oraz wnuczka Mikołaja. Kocha muzykę i poświęca dla niej każdą wolną chwilę. Daje mu ona nie tylko satysfakcję, ale była nieraz źródłem zarobkowania i utrzymania rodziny. Pan Józef jest człowiekiem skromnym, pogodnym, spokojnym, pełnym serdeczności dla innych. Zaskakuje poczuciem humoru, ciekawymi spostrzeżeniami, które brzmią nieraz jak sentencje. Ubogaca brzmienie zespołu z Kowalowej grą na skrzypcach. Poza sceną potrafi bawić pieśniami i melodiami ze swoich dawnych zespołów. Cieszą jego spontaniczne solowe koncerty skrzypcowo – wokalne. Jest bez wątpienia skarbem kulturowym dla całej gminy Ryglice.
Artykuł archiwalny, opublikowany w "W Paśmie Brzanki" - nr 6, 2008 r.
autor: js, fotografie: Dawid Skruch